Makijaż w piwnicy czyli porozmawiajmy o Waszym ślubie

Idzie jesień – czas uzupełnić nasz poradnik ślubny.

Rozpoczynamy nową serię naszych tekstów poruszających tematykę organizacji swojego dnia ślubu. Na pierwszy ogień pójdzie temat kontaktu z Klienta z fotografem, bo od tego w sumie wszystko się zaczyna.

Dlaczego w ogóle podejmujemy ten temat? Ponieważ czas poświęcony na rozmowę z fotografem powinien zaprocentować Klientowi na conajmniej kilku płaszczyznach.

Po pierwsze…

lepiej się poznamy, Wy będziecie bardziej z nami oswojeni, będziecie czuć się swobodniej kiedy będziemy Was fotografować.

My dowiemy się więcej o Was – chociażby jakie macie poczucie humoru, co Was bawi i wykorzystamy naszą wiedzę aby rozładować przedślubny stres. Im Wy swobodniej się czujecie, im jesteście bardziej otwarci, tym bardziej naturalnie wyglądają zdjęcia. Zawsze proponujemy Klientowi rozmowę – jeśli nie jest możliwa osobiście, to przynajmniej przez telefon lub skype. Niestety nie wszyscy chcą z tego skorzystać i z niezrozumiałych dla nas powodów unikają tego kontaktu. W bardzo wielu przypadkach jest tak, że widzimy Klienta i rozmawiamy z nim pierwszy raz w dniu ślubu, ponieważ cały nasz wcześniejszy kontakt ograniczył się do kliku maili.

Cechą charakterystyczną naszych zdjęć jest to, że są one naturalne, pokazujące rzeczywistość, a nie wykreowane sztucznie sytuacje. Jest to reportaż, czyli to, co się dzieje więc im więcej i ciekawiej się dzieje, tym lepsze są zdjęcia! Oczywiście robimy rownież portrety i zdjęcia pozowane, ale one są dodatkiem i dopełnieniem do zdjęć tworzących właściwą historię.

Po drugie…

…im więcej wiemy o Waszych planach na ślub, tym więcej jesteśmy w stanie doradzić.

Nie chodzi o to, że chcemy Wam zaplanować ten dzień i narzucić swoje zdanie, ale po prostu doradzić. Wtedy jesteśmy w stanie zapobiec nietrafionym pomysłom, aby np. napis LOVE stał przy toaletach albo doradzić, że lepiej przygotowywać się w jasnym, dużym pokoju niż w najmniejszym i najbardziej zagraconym pokoiku, gdzie nie ma się jak ruszyć. Przez wiele lat naszej pracy widzieliśmy już wiele takich pomysłów i często okazuje się, że kiedy jesteśmy na miejscu i zaczynamy pracę zwyczajnie nie ma już czasu na zmiany planów.

Najpóźniej na tydzień przed ślubem prosimy Pary o przesłanie nam planu dnia i bardzo często dostajemy go na dwa dni przed ślubem i jest on tak ogólny, że w zasadzie nic z niego nie wynika – więc tak naprawdę czeka nas niespodzianka.

Na przestrzeni tych lat widzieliśmy już:

– lekka mgła zamiast ciężkiego dymu, która całkowicie zakryła parę ograniczając widoczność do pół metra. Pan młody „zgubił” Panią Młodą podczas tańca 🙂
– makijaż w malutkiej, ciemnej klitce, w pomieszczeniu piwnicznym, gdzie nie ma się jak ruszyć.
– ubieranie sukni w pokoju przygotowanym na nocowanie gości, gdzie wszędzie leżą walizki, napompowane materace i łóżka polowe. Pozostałe pokoje zajęte przez domowników i gości, którzy się właśnie przebierają.
– błogosławieńswo w pokoju o powierzchni nie większej niż 15m i około 20 osób w środku jako świadkowie owego zdarzenia.
– tort podany w ogrodzie po ciemku z zerowym oświetleniem, nawet bez świeczki, nic – czarno!!!
– Litery LOVE ustawione obok wejścia do toalet i zasłonięte przez fotobudkę
– w momencie zakładania sukni przez Pannę Młodą znikają wszyscy domownicy – gdyż właśnie poszli się ubrać i suknię zapina Agnieszka a zdjęć nie robi nikt…
– wchodzenie do pustego kościoła (samej Pary Młodej – a goście czekają na zewnątrz) i równie niezrozumiałe wychodzenie Pary Młodej jako pierwszej z kościoła (a na zewnątrz tylko jedna osoba – zamiatająca liście) .

Ciekawi jesteśmy jakie są doświadczenia innych fotografów? Czy udało się Wam wpłynąć kiedyś na sytuację, która mogła wyglądać nieciekawie?

Oczywiście nie każda sytuacja skutkuje dramatem, czasem udaje się ją przekuć na coś zabawnego:

Sopot, ślub w Sopocie, wesele w Sopocie, fotograf ślubny Sopot, fotografia ślubna Sopot, 5czwartych, Agnieszka Rusinowska, Marcin Rusinowski

No Comments

Dodaj komentarz